Hong Kong z pustym brzuchem…

wpis w: Hong Kong | 0

© XaosA

Czasami zmordowani całodniowym łażeniem po mieście, głodni tak, że zjedlibyśmy cokolwiek… w końcu trafialiśmy do pobliskiego „mlecznego baru”. I tam regularnie mieliśmy zabawę do łez ambitnie zamawiając dania z karty 🙂 A w Hong Kongu nie jest to prostym zadaniem… Zwłaszcza w miejscach, które nie są często odwiedzane przez turystów. Powiedziałbym nawet, że w miejscach takich turyści są zjawiskiem wzbudzającym lokalne zainteresowanie, a czasami nawet zdziwienie (jak widać powyżej). My natomiast uwielbiamy zbaczać z typowo turystycznych szlaków, ot choćby po to, by zobaczyć i poczuć prawdziwie lokalny klimat życia, no i oczywiście zaspokoić naszą pasję uwieczniania na zdjęciach to czego inni turyści nie zobaczą. Miejsca znane turystom, przeważnie są zatłoczone przez ludzi z całego świata, którzy nie dość, że ciągle pałętają się, przesłaniając często faktycznie wspaniałe widoki, to jeszcze do tego często zachowują się hałaśliwie i męcząco. W miejscach takich, trudno uchwycić atmosferę życia danego kraju czy miasta. Na turystycznych szlakach autochtoni zachowują się zupełnie nienaturalnie. Dopiero wchodząc do miejsc nieodwiedzanych przez turystów człowiek ma szansę dotknąć prawdziwego życia, zaobserwować mieszkańców w ich naturalnym środowisku, nienastawionych na zysk, niezawstydzonych przez ciekawską gawiedź z drugiego krańca świata. Jednym z takich właśnie miejsc był widoczny powyżej nasz ulubiony… (not :-)) barek mleczny.

Jesteśmy ambitni i nie poddajemy się łatwo. Zamawialiśmy z karty „próbując” odszyfrować chińskie znaczki. Śmialiśmy się z tego do rozpuku, bo im dłużej trwało nasze „tłumaczenie”, tym ciekawsze dostrzegaliśmy w tych znaczkach „znaczenia”. Był tam oczywiście znaczek odpowiedzialny w naszym mniemaniu za ośmiornicę, groźnego szefa, panią w kapeluszu, telewizor plazmowy, kasę, karaoke i oczywiście toaletę. Jeśli kiedykolwiek będziecie w dobrym towarzystwie w barze mlecznym w Hong Kongu, polecam zabawę w tłumaczenie różnych pozycji z menu i zamawianie z karty tych dań, których opis jest najśmieszniejszy. My nawet nagraliśmy kilka filmików pokazujących nasz kunszt „tłumaczenia”, no ale o tym może innym razem.

Jako podsumowanie powiem tylko na koniec, że w sumie czego byśmy nie zamówili, mieliśmy wrażenie, że otrzymujemy za każdym razem to samo – czyli dość zimny ryż, z mięsem (pewnie kurczaka) z ogromną ilością kości 🙂 Do tego oczywiście słynna chińska herbata przygotowywana w tradycyjny sposób, czyli – torebka herbaty na wiadro zimnej wody 😉  Na szczęście ceny były znośne – czyli około 40$ za danie… 😉 więc na prawdę, gorąco polecamy. 😉 Oprócz oczywistej rozrywki jaką dostarczają – mleczne bary w Hong Kongu i ich jedzenie rzeczywiście potrafią człowieka, na krótką metę, uchronić przed śmiercią głodową 🙂

Zostaw Komentarz