Sprawdzona metoda na tani pobyt w Singapurze

wpis w: Malezja, Podróże, Singapur | 1

Przed każdą wyprawą warto odrobić pracę domową i zorientować się w jaki najlepszy sposób można zapewnić sobie pobyt w miejscu do którego jedziemy. Przed wyjazdem zrobiliśmy więc „rozeznanie terenu” i zdecydowaliśmy, że najciekawiej będzie zwiedzać Singapur, ale niekoniecznie nocując na jego terenie. Singapur jest niewielkim państwem-miastem położonym na wyspie, która połączona jest z kontynentem za pomocą wybudowanej na początku XX wieku grobli (ang. causeway). Grobla ta łączy Singapur z Malezją, a dokładniej z miastem Johor Bahru. Spoglądając na mapę, nie sposób nie wykorzystać tej sytuacji. Malezja jest krajem gdzie PKB per capita jest porównywalne do Polski (nieco mniejsze), zatem można powiedzieć, że mieszkańcy Malezji są nieco „biedniejsi” od nas. Według Wikipedii Polska zajmuje w tym rankingu 47 pozycję, Malezja 56, zaś Singapur 3. Bliżej więc Malezji do Polski, niż obu tym krajom do Singapuru… Jaki wniosek można z tego wyciągnąć? Ano taki, że w biedniejszym kraju, noclegi, żywność, transport będą tańsze, niż w kraju bogatszym. Praktyka pokazała, że rzeczywiście te przypuszczenia były słuszne. Ceny noclegów są 3x niższe w Johor Bahru niż w Singapurze. Nie porównuję tu standardu hoteli, bo nie mam wystarczających danych. Zapłacenie 3x mniej, warte było spróbowania karkołomnego rozwiązania. Zarezerwowaliśmy przez internet (skorzystaliśmy z doskonałego i rzetelnego serwisu Booking.com) pięciogwiazdkowy hotel Grand Bluewave, który znajduje się przy samej kładce (z okna mieliśmy nawet widok na Singapur). Bugis - Johor Bahru - Singapore Causeway Bus Stop

Pomysł był taki – mieszkamy sobie tanio w Malezji, codziennie dojeżdżamy do Singapuru, zwiedzamy i wieczorem wracamy do hotelu przez kładkę. Kładka ma 1 km długości więc wydawałoby się, że od biedy można przez nią przejść pieszo. Jest to możliwe, ale na miejscu okazało się, ze byłoby strasznie męczące, kompletnie nieopłacalne i ponad miarę uciążliwe. Przeszukując internet dowiedzieliśmy się, z wielu zarówno polskich jak i zagranicznych stron internetowych, że najlepszym środkiem transportu z Singapuru do Johor Bahru jest autobus nr 170. Wysiadając na lotnisku w Singapurze zapytaliśmy jednak kilka napotkanych osób, jak się dostać do Johor Bahru. Wszyscy zgodnie twierdzili, że najprościej dojechać metrem z lotniska do stacji Bugis i tam złapać dalszy transport. Tak też zrobiliśmy. Odnaleźliśmy odpowiednią linię metra, po jednej przesiadce, wysiedliśmy na Bugis Station. I tu, o mało co, nie zwalił nas z nóg niesamowity upał. Po otrząśnięciu się z szoku termicznego popytaliśmy napotkanych przechodniów i już wiedzieliśmy skąd odjeżdża autobus 170. Na przystanku według rozkładu jazdy, okazało się, że jazda z Bugis do Johor Bahru trwa ponad godzinę i ma kilkadziesiąt przystanków. Siedząca obok na przystanku starsza pani powiedziała nam jednak, że, około 150 m dalej, dokładnie tam, gdzie na mapie znajduje się czerwona pinezka, mieści się dworzec autobusowy, z którego co 15 minut odjeżdżają autobusy do Johor Bahru. Dworzec wyglądał jak dworzec PKS… z lat 70tych, a może i gorzej. Kawałek daszka, barierki ustawiające ludzi w kolejkę, człowiek siedzący przy turystycznym stoliku zarządzający załadunkiem ludzi do autobusów i przy tej okazji zbierający opłatę za przejazd. Niektóre z tych pojazdów były całkiem nowe, ale większość pamiętała chyba jeszcze czasy maszyn parowych.

Mimo początkowej niechęci, transport ten (Causeway Link) okazał się całkiem sprawny, a do tego kilkakrotnie tańszy od podróży autobusem singapurskim, gdzie opłata proporcjonalna jest do długości przejechanej trasy. Za 2.40 S$ linią CW2 dojechaliśmy z naszymi bagażami w około 30-40 minut na drugą stronę grobli do stacji CitySquare.

Malezję od Singapuru oddziela grobla, po której obu stronach mieszczą się posterunki graniczne. Ogromne budowle, po obu stronach, codziennie obsługują tysiące ludzi podróżujących w tą i z powrotem, miedzy domem i pracą. Podróżowaliśmy Causeway Linkiem ze sprzątaczkami, sprzedawczyniami, pracownikami hoteli, budowlańcami, pracownikami biurowymi, młodzieżą – wszyscy starający się dorabiać w dużo bogatszym Singapurze. Bardzo zmęczeni takim życiem wracali do domów z nosami utkwionymi w smartfonach i tabletach. Ze słuchawkami na uszach – nikt z nikim praktycznie nie rozmawiał. Odprawa paszportowa odbywa się po obu stronach kładki, która jest jakby „ziemią niczyją”. Jadąc do Johor Bahru wysiadaliśmy przed posterunkiem granicznym. Schemat był mniej więcej taki: Schodami ruchomymi w górę, kolejka, krótka pogawędka z urzędnikiem, stempel w paszporcie, zabrana kartka wjazdowa, którą wypełniliśmy na lotnisku, schodami w dół, do autobusu, jazda przez kładkę, wysiadka w Malezji, schodami w górę, marsz długimi korytarzami, kolejny stempel i jesteśmy w Malezji. Podróż w drugą stronę podobna, z tą różnicą, że przed każdym wjazdem do Singapuru należy wypełnić ankietę imigracyjną. Standardowe dane. Wypełniliśmy to, którejś nocy w większej ilości w hotelu na wszystkie przejazdy, żeby nie myśleć i oszczędzić czas. Hotel mieliśmy rzeczywiście bliziutko – kilka minut spacerem od Przejścia granicznego.

Tak oto oszczędziliśmy sporo pieniędzy, zwiedziliśmy kolejny kraj, poznaliśmy klimat prawdziwego życia mieszkańców Johor Bahru i przeżyliśmy niezwykłe przygody po tej stronie kładki. Było to rozwiązanie męczące, ale bez tego nasz wyjazd nie byłby tak barwny i w pewien sposób dziki. Wtopiliśmy się w klimat i atmosferę życia Malezyjczyków. Poznaliśmy cząstkę ich życia i cząstkę ich kraju, i tym mocniej dostrzegliśmy przepaść jaka dzieli oba kraje odległe od siebie o zaledwie 1000 metrów grobli. Przepaść tym bardziej dotkliwą, że nasz kraj również niestety należy do tych biedniejszych.

Pierwszego dnia pobytu w Singapurze zwiedziliśmy ścisłe centrum. Szokujące miasto dla europejczyka, a zwłaszcza dla Polaka, który o takim mieście czytać może tylko w powieściach science-fiction. Przepych, bogactwo, technologia, niesamowity styl życia i dbałość o jakość życia mieszkańców. Kultura wschodu przemieszana z zachodem. Językiem urzędowym obowiązującym w Singapurze jest język angielski (obok chińskiego). Każdy mieszkaniec płynnie porozumiewa się po angielsku. W centrum na ulicach widać bardzo dużo anglojęzycznych pracowników z USA i Europy.

© xaos.pl

Samo centrum Singapuru – nad zatoką MarinaBay. Ten kosmiczny w kształcie budynek  to Esplanade – Theatres on The Bay.

Jedna odpowiedz

  1. Hej, dzięki za przydatny wpis. Również zamierzamy skorzystać tego rozwiązania będąc niebawem w Singapurze. O jaką kartkę wjazdową zabraną z lotniska chodzi? Trzeba poprosić o coś konkretnie żeby wjechać do Malezji będąc na lotnisku w Singapurze? I czy Castaway Link odjeżdża tylko z jednego miejsca? Pozdrawiam

Zostaw Komentarz