Street photo ze stałką – kultowy Panasonic 20 mm f/1.7

wpis w: Podróże, Turcja | 0

© www.xaos.pl

Po przejechaniu tramwajem na drugą stronę Złotego Rogu, w okolicy Galata Tower, przechodziliśmy przez przejście podziemne. Mając aparat w dłoni nie mogłem oprzeć się wykonaniu tego zdjęcia. Kompozycja, rytm, przekaz. To wszystko składa się na fotografię, przy której człowiek zatrzymuje się na chwilę by popatrzeć i zastanowić – „o co tu może chodzić?”

© www.xaos.pl

Gdy nauczysz się patrzeć i dostrzegać to czego inni nie zauważają, sceny warte uwiecznienia same zaczną się pojawiać w okół Ciebie. Dobrą metodą na wyrobienie sobie takiej wrażliwości jest obserwowanie kotów… Na czym to polega? Wymyśliłem tą zabawę będąc jeszcze dzieckiem. Polega ona na tym, aby nastroić swoje zmysły na wałęsające się po okolicy koty. Jest ich wszędzie pełno. Co ciekawe, najczęściej są one ukryte i obserwują ludzi – nas. Siedzą w krzakach, za drzewem, w śmietniku, w cieniu bramy… Wygrasz wtedy, gdy odwrócisz tą zasadę i to Ty dostrzeżesz kota. Ja najczęściej dostrzegam go kątem oka. Z biegiem czasu wyczuliłem się na peryferyjne znajdowanie tych zwierzaków. Gdy zauważysz kota, wtedy odwracasz się do niego i patrzysz mu długo w oczy. Nie masz pojęcia jaką minę ma kot, który jest pewien, że tylko on Cię widzi, a Ty go nie. Sam ten widok wart jest spróbowania. A do tego wyostrzysz sobie zmysły na dostrzeganie detali, których nie widzą inni. Efekt będzie taki, że oglądając Twoje zdjęcia ze wspólnej wyprawy, ludzie będą mówili „hej, tego nie widziałem”, albo „o rany! nie miałem pojęcia, że tam byliśmy” itp. Jak zacząć zabawę w koty? Bardzo prosto – po prostu pamiętaj, że w nią grasz. Pamiętaj w każdej chwili, gdy jesteś na dworze. Reszta  przyjdzie sama.

© www.xaos.pl

Mimo to, że moja „dwudziestka”, jest dość jasnym obiektywem, czasami i tak nie ma na tyle dużo światła, by utrzymać czasy migawki odpowiednio krótkie do zrobienia ostrego zdjęcia poruszających się ludzi. Zwłaszcza, gdy tak jak ja, na wyprawie do Stambułu, nie dysponowałem aparatem, który miałby zadowalającą jakość przy wysokich czułościach ISO. Ale zamiast rozpaczać i gnać do sklepu po najnowszy sprzęt, możesz wykorzystać tą słabość sprzętu i obrócić ją w zaletę, i jednocześnie okazję do wypróbowania różnych nowych technik. Przecież tylko w trudnych warunkach możemy się rozwijać. Tylko po opuszczeniu strefy komfortu, czyli tego środowiska, które znamy i w którym czujemy się dobrze, możemy czegoś nowego się nauczyć. Jak wykorzystać to, że aparat nawet przy maksymalnym otworze przysłony ustawia dość długie czasy migawki? Ot, choćby wybierz sobie jeden obiekt, który się porusza i zrób mu zdjęcie śledząc jego ruch aparatem tak długo, aż ten wykona zdjęcie do końca. Efekty mogą przerosnąć Twoje najśmielsze oczekiwania. Zdjęcie powyżej miało już wystarczająco „długi” czas naświetlania aby móc zastosować tą technikę.

© www.xaos.pl

Przy dłuższych czasach efekty są jeszcze lepsze. To zdjęcie jest moim ulubionym z tamtej wyprawy. Cięgle do niego wracam i… może będę nieskromny, ale nie mogę się napatrzeć. Nie tylko ja z resztą. Do końca nie wiem dlaczego tak wyszło rozmycie tramwaju, jakby każda część tego wagonu jechała z inną prędkością. Oprócz zamierzonego rozmycia ruchu, na tym zdjęciu dzieje się dużo więcej…

© www.xaos.pl

Na koniec, klimat jednej z ulic Stambułu nocą… To zdjęcie też uważam za bardzo udane. Stambuł jest niezwykłym miejscem dla fotografów ulicznych. Mając odpowiednią technikę i wrażliwość na dostrzeganie tego co się dzieje w około, możesz wykonać tam, praktycznie każdego dnia, zdjęcia, które sprawią, że oglądający je ludzie, mimo codziennego pośpiechu, zatrzymają się na chwilę i dadzą sobie kilka sekund na zadumę.

 

infoUwielbiam fotografować mając do dyspozycji tylko obiektyw stałoogniskowy. A zwłaszcza uwielbiam gdy jest to Panasonic 20 mm f/1.7, o którym już pisałem wcześniej. W tym wpisie wszystkie fotografie, jakie widziałeś, wykonałem używając właśnie tego obiektywu. Zakładam go praktycznie zawsze, gdy zbliża się wieczór, ale nierzadko też używam go za dnia. Przyznam się bez bicia, że jestem niepoprawnym zwolennikiem robienia zdjęć przy otwartej maksymalnie przysłonie. Ten obiektyw jest jasny (f/1.7), więc w dzień muszę uważać, ale za to po zmroku, czuję się jak ryba w wodzie.

Ponieważ nigdy nie noszę aparatu na szyi, lecz używam skórzanego paska nadgarstkowego, który nie tylko zabezpiecza mój aparat przed wyślizgnięciem się z ręki, to jeszcze dzięki temu rozwiązaniu praktycznie mam aparat zawsze w gotowości. Zdjęcia z tego wpisu byłyby trudne do wykonania, gdybym musiał przed każdym z nich odnaleźć aparat wiszący na szyi lub ramieniu, złapać go, zdjąć dekielek, włączyć, wycelować… Zamiast tego, na takiej wyprawie dzięki paskowi nadgarstkowemu mam aparat zawsze w dłoni, ze zdjętym dekielkiem, najczęściej włączony. Chociaż, Panasonic genialnie rozwiązał włączanie aparatu, które wykonuje się specjalnym obrotowym przełącznikiem za pomocą jednego palca, trzymając aparat jedna ręką. Zatem podnosząc aparat, jednocześnie mogę go włączyć. A ponieważ uruchamia się on błyskawicznie, to w przed upływem jednej sekundy mogę wykonać zdjęcie zauważonej przeze mnie sceny.

Polecam gorąco tą metodę noszenia aparatu, której używam od wielu lat. Po niestety wielu latach próbowania chyba wszystkich innych możliwych sposobów. Paski, a mam dwa, kupiłem tu http://www.andycamerastraps.com. Są to paski wykonane ręcznie przez Singapurczyka, który wysyła je w dość przyzwoitym czasie, bez cła i VATu. Jakościowo są bardzo dobre. Jeden z nich używam już od 4 lat bardzo intensywnie. Jedyne co się w nim zmieniło, to to, że jest teraz wygodniejszy w noszeniu, bo skóra, z której jest wykonany dopasowała się do kształtu mojego nadgarstka i nieco zmiękła. Kiedyś może więcej o tym napiszę, bo ergonomia używania sprzętu to podstawowa sprawa jeśli chcemy mieć jak najwięcej radości z podróży i fotografowania.

Zostaw Komentarz