Taksim street photo ciąg dalszy

wpis w: Podróże, Turcja | 0

© www.xaos.pl

Moja wyprawa do Stambułu była totalnie spontaniczna. Zorganizowaliśmy ją razem z moim znajomym z dawnej pracy, wykonując dosłownie trzy rozmowy telefoniczne i wymieniając parę maili. Kilka dni później wysiadaliśmy na lotnisku Atatürka. Akurat trafiliśmy na tanie przeloty z przesiadką w Budapeszcie. Hotel oczywiście zarezerwowaliśmy przez internet.

Pewni siebie, bez najmniejszych problemów dotarliśmy, korzystając z komunikacji miejskiej z lotniska, do Sultan Ahmet (Błękitnego Meczetu) – w jego okolicach mieliśmy nasz hotel. W końcu jak mieszkać, to w najlepszym miejscu! Hotel znaleźliśmy bez problemu, weszliśmy do recepcji, która trochę wyglądała jak tylne wejście do starej kamienicy. Dość miły Turek w trzy minuty wytłumaczył nam uprzejmie, że ma w nosie naszą rezerwację, bo przed nami pojawili się goście z gotówką i już sprzedał im nam nasze pokoje. Bardzo mu przykro, ale „do widzenia”.

W tym czasie trwało jakieś duże święto religijne. Do Stambułu zjechało więc mnóstwo ludzi z całego islamskiego świata. O noclegi było bardzo trudno. Zaczęliśmy szukać w okolicy nowego hotelu. Po ponad godzinie w jednym z hoteli kolejny sympatyczny Turek, po wysłuchaniu naszej nieszczęśliwej opowieści, znalazł nam dwa pokoje, rewelacyjnie urządzone, w świetnym standardzie, za bardzo dobrą cenę, ale tylko na jedną noc. Dobre i to! Następnego dnia obiecał nam znaleźć inny hotel korzystając ze swoich „znajomości”.

© www.xaos.pl

Rano zjedliśmy śniadanie w ogródku ulicznym hotelu. Było to świetne przeżycie bo ulice Stambułu rankiem ożywają i dzieje się na nich wiele, począwszy od pojawiających się sprzątaczy, poprzez gości hotelowych, turystów, pracowników hoteli i okolicznych restauracji, którzy wylegają na ulicę próbując złapać pierwszych klientów. Nasz gospodarz rzeczywiście znalazł nam hotel. Oddalony o kilka przystanków jazdy tramwajem, nasze nowe lokum znajdowało się na tzw. „ziemi niczyjej”, na granicy dwóch dystryktów policji… Dowiedzieliśmy się o tym jednak dopiero pod koniec naszego pobytu w Stambule. Tymczasem, niczego nie świadomi łaziliśmy o każdej porze dnia i nocy poznając klimaty tego prastarego miasta.

© www.xaos.pl

Stambuł jest jednym z tych miast, które musisz koniecznie odwiedzić. Najlepiej w gronie znajomych i zarezerwuj sobie co najmniej tydzień. Na zorganizowanych wycieczkach, łażąc od meczetu do meczetu, od muzeum do muzeum, nie da się poczuć atmosfery tego niezwykłego miasta. Począwszy od niesamowitych zabytków sakralnych – Haga Sophia, to punkt obowiązkowy, muzeum Topkapi, Błękitny meczet, cysterna Yerebatan, Grand Bazaar… można wymieniać bez końca. To grubo ponad 2000 lat historii… Wiele kultur, wiele wyznań. Miasto leżące na dwóch kontynentach – tętniące życiem 24 godziny na dobę. Na każdym kroku możesz obserwować tu mieszaninę kultur i wyznań. Od całkowicie ortodoksyjnych wyznawców islamu, ukrywających swoją twarz i całe ciało za hidżabem (choć to raczej określenie sposobu ubierania) i nikabem, przez ortodoksyjnych Żydów,  po zupełnie nowocześnie i europejsko ubraną młodzież i dorosłych. Wszyscy ci ludzie żyją w jednym mieście, prowadzą interesy, spotykają się razem i funkcjonują w wielkiej tolerancji i zgodzie. Obserwować to i żyć wśród nich było niezwykłym doświadczeniem.

 

Ponieważ infobył to wyjazd bardzo spontaniczny, a w tamtym czasie nie posiadałem jakiegoś wyrafinowanego sprzętu, wszystkie zdjęcia z tej serii były wykonane zwykłym „kitowym” obiektywem Panasonic 14-45 mm f/3.5-5.6, oraz moim pierwszym cyfrowym aparatem systemowym i pierwszym bezlusterkowcem świata – Panasonic DMC-G1. Bardzo lubiłem ten aparat ze względu na to, jak wielką przyjemnością było fotografowanie nim. Był bardzo szybki i błyskawicznie reagował na moje polecenia. To zawsze było i jest dla mnie bardzo ważne. Obiektyw, o którym wcześniej wspomniałem, to zwykły standardowy zoom o niezbyt wyszukanych parametrach optycznych, ale za to bardzo ostry i kontrastowy. Używałem go bardzo często, by w końcu po chyba czterech latach używania, sprzedać go za dość rozsądne pieniądze. Teraz służy nowemu właścicielowi, z pewnością równie dobrze jak służył mnie. W fotografii ulicznej używam jeszcze dwóch obiektywów: stałoogniskowego Panasonica 20 mm f/1.7, oraz zooma Panasonic 7-14 mm f/4. Z takim zestawem jestem gotów na „wszystko”. Zaletą stałoogniskowej dwudziestki jest to, że jest bardzo jasna i niesamowicie dobra optycznie. Wykonane nią zdjęcia mają „to coś”. Z resztą od premiery rynkowej stała się praktycznie kultowym obiektywem w systemie Micro 4/3. Używam jej do dzisiaj i gorąco polecam jeśli jeszcze jej nie posiadasz. Zdjęcia wykonane tymi trzema obiektywami pojawią się w kolejnych wpisach dotyczących tej wyprawy do Stambułu.

Zostaw Komentarz