Ulice Paryża

wpis w: Francja, Podróże | 0

Paryż miał wiele wieków na to aby dzisiaj wyglądać naprawdę odlotowo. Chociaż sporo się działo w tym mieście w dawnych czasach, to ostatnie dwie wojny praktycznie nie go nie naruszyły. W czasie I Wojny Światowej Niemcy nie zdołali dotrzeć do stolicy Francji, zaś podczas II Wojny Światowej Francuzi, całkiem roztropnie, miasto po prostu poddali. Postąpili więc podobnie jak Czesi z Pragą, przez co teraz mogą się cieszyć autentycznymi zabytkowymi budowlami i klimatycznymi uliczkami.

Czy klimat jest?

Hmm… z pewnością. Nie da się zaprzeczyć. Jednak z tego co zauważyłem, to jedynie w centralnej części miasta. Obrzeża wyglądają fatalnie – bród i bałagan, a architektura to betonowa maskara. Można złapać doła. Dlatego popatrzmy co Francuzi wykombinowali w centru miasta…

Moje odczucia w tracie pobytu były następujące:

Nowe pokolenia Francuzów nie mają kompletnie szacunku do dziedzictwa swych przodków. Ot, dowodem na to, jest choćby piramida przed Luwrem, która pasuje tam jak… pięść do… kalosza. Podobnych „kwiatów” jest w Paryżu więcej, niektóre stały się znane inne… zapomniane.

© www.xaos.pl

Centrum Pompidou – dziwoląg i nawet nie wygląda to ładnie. Ale przyciąga turystów.

Wygląda na to więc, że bycie dyktatorem mody, polega na próbowaniu i realizacji jak najbardziej kontrowersyjnych pomysłów. A nuż, któryś wypali i będzie sława. Paryż, na swoje szczęście, ma ten komfort, że przez mnogość atrakcji architektonicznych, może sobie pozwolić na realizację najgłupszych i najdziwniejszych pomysłów. Część z nich staje się rzeczywiście atrakcjami turystycznymi powodując, że Paryż staje się coraz bardziej atrakcyjnym miejscem dla odwiedzających go turystów. A, przez to, przybywa ich tu coraz więcej. Bilans tego procederu jest zdecydowanie dodatni. Koszmarki przeplatają się z prawdziwymi arcydziełami. Czasami wyjdzie, czasami nie. Czasami i koszmarek przyciągnie tłumy. Summa summarum – liczba turystów rośnie. A za tym i budżet.

© www.xaos.pl

Naprawa gazociągu przeważnie wiąże się ze zdjęciem płyt chodnikowych, ale po skończonej robocie trzeba je wsadzić na miejsce… nie w Paryżu! 😉

Jednak, zdecydowanie bardziej od dziwolągów architektonicznych, podobały mi się stare uliczki i klimatyczne zaułki, detale, i elementy otoczenia, które sprawiały radość oczom i duszy. 😉

No dobra, zanim się zagłębimy w takie romantyczne zaułki, jeszcze spojrzenie na jeden z McDonald’ów…

© www.xaos.pl

…przepięknie wkomponowany pomiędzy fasady sąsiednich budynków 😉

Ale są też i takie klimaty…

© www.xaos.pl

..które mimo reklam irlandzkiego piwa, są zdecydowanie francuskie! I te najbardziej mi się podobały!

© www.xaos.pl

Oj te knajpki… Średnio w połowie z nich, jedzenie jest wyśmienite, w połowie średnie, a w połowie fatalne.

W ogóle, cieplejszy niż w Polsce klimat sprzyja żarciu na ulicy. Ciasne chodniki całkowicie czasami zajęte są przez stoliki. Najczęściej ludziska siedzą zwróceni przodem do ulicy za plecami mając restaurację. Pożerają żarcie i gapią się na przechodzących ludzi. Nam się to nawet podobało. Najczęściej widuje się małe stoliki, dość ciasno poupychane na niewielkich powierzchniach trotuarów.

Dla mnie żarcie jest „sensem życia”, więc spacerowanie wśród jedzących ludzi i zaglądanie im do talerzy sprawiało mi nie małą frajdę 🙂

© www.xaos.pl

Czasami role się zmieniały i pożerając zamówione specjały to przechodnie gapili się na mnie i mój talerz, co wydawało się sprawiać im całkiem niezłą frajdę 😉

Nocą zaś, uliczki nabierały… nocnego klimatu…

© www.xaos.pl

Nawet żarcie stawało się czasami… typowo nocne….

© www.xaos.pl

Chociaż ciągle można było zjeść „jak ludzie”…

© www.xaos.pl

Ta sama knajpka za dnia również była niczego sobie…

© www.xaos.pl

Jednak gości było mniej…

O! A tu typowo francuskie bistro! Jak dla mnie całkiem klimatyczne 🙂

© www.xaos.pl

Spacerujących uliczkami restauratorzy kusili wszelkiego typu potrawami. A wybór był całkiem, całkiem…

© www.xaos.pl

Tutaj wielkie „szyszłaki” dla wielkich żarłoków! (Kto nie wie co to jest szyszłak, albo żabant, niech obejrzy „Prawdziwą historię Kota w Butach”.)

Czasami dawałem się skusić…

© www.xaos.pl

Nawet kelnerzy potrafili być „klimatyczni”.

© www.xaos.pl

…czyż nie? 🙂

© www.xaos.pl

Po tych początkowo krytycznych dość słowach, skończyłem chyba w ślepej uliczce… knajp i knajpek Paryża. Hmm cóż… chyba głownie na tym polega urok Paryskich uliczek 😉

Czy zatem uliczki Paryża są klimatyczne? Według mnie zdecydowanie, tak. Chociaż połowa z nich oferuje marne żarcie. 😉

Mimo to, o marnych knajpach zapominamy, a pamiętamy jedynie te, serwujące naprawdę pyszne jedzenie. A takich mam już kilka po tej podróży i chętnie dni nich wrócę.

Na koniec Le Bistrot 30 w wersji czarno-białej.

© www.xaos.pl

Bo lubię czarno-białe fotografie. 😉

Zostaw Komentarz