Zygzakiem nad morze

wpis w: Podróże, Polska | 0

Zygzakiem nad morze

W maju zeszłego roku wsiałem razem z moją przyszłą żoną w samochód i wybraliśmy się nad morze. Mieliśmy jeszcze wtedy dwa aparaty Panasonic GH2 oraz Olympus OMD E-M5 z kompletem różnych obiektywów. Nie spieszyliśmy się. Gdy widzieliśmy jakieś ciekawe miejsce zatrzymywaliśmy się, robiliśmy zdjęcia, zwiedzaliśmy, łaziliśmy i cieszyliśmy się chwilą. Podróż, która normalnie zajmuje 5 godzin, nam zajęła 4 dni, ale było warto!

© www.xaos.pl

Pierwszą noc spędziliśmy w niesamowicie ciekawym hotelu we Włocławku – w hotelu Młyn, który rzeczywiście mieści się w budynkach starego młyna i lokalizacyjnie umiejscowiony jest genialnie, na trasie nr 1 do Torunia. W hotelu jak przystało, na tej klasy obiekt był basen, na którym byliśmy zupełnie sami, a ponieważ pogoda nie dopisywała tego wieczora, to spędziliśmy tam prawie całe popołudnie i przedpołudnie następnego dnia. Co ciekawe, spaliśmy w komnacie umieszczonej na samym szczycie wieży budynku młyna. Jak to mówią w Zasiedmiogórogrodzie – w najwyższej komnacie, w najwyższej wieży… Pobyt tam wspominamy bardzo miło i sympatycznie, każdemu zabłąkanemu we Włocławku bardzo polecam to miejsce.

© www.xaos.pl

Niesamowity klimat Włocławskich Zakładów azotowych, a to między innymi dzięki Tonacji Dramatycznej Olympusa E-M5.

© www.xaos.pl

Był nawet czas na fotografię uliczną.

© www.xaos.pl

Kolejne noce spędziliśmy w zupełnie innych klimatach…

Poznaliśmy klimat zarówno miast i wsi, które mijaliśmy naszym powolnym tempem.

W Golubiu Dobrzyniu spaliśmy na Zamku Golubskim, którego prawie dwumetrowej grubości ściany odcięły nas zupełnie od świata zewnętrznego. Gdy znaleźliśmy się w okolicach Golubia Dobrzynia zapadał już zmrok i szczerze mówiąc nie mogliśmy znaleźć żadnego noclegu. Nagle coś nas tknęło żeby spróbować na zamku. I rzeczywiście spędziliśmy tam jedną z najbardziej niezwykłych nocy. W komnacie, w której spaliśmy było tak cicho, że całą noc nie mogliśmy zasnąć. Przyzwyczajeni do codziennego zgiełku i hałasu aż do rana słyszeliśmy w uszach pisk. Nasze mózgi nie poradziły sobie z tak głęboką, praktycznie doskonałą ciszą.

Poznaliśmy klimat zarówno miast i wsi, które mijaliśmy naszym powolnym tempem.

Przez cała drogę, jadąc małymi dróżkami, daleko od głównych szlaków drogowych, zatrzymywaliśmy się co chwilę by podziwiać krajobrazy. A Polska jest niesamowicie pięknym krajem i doceniliśmy to między innymi dzięki takiej niespiesznej podróży, gdzie nie gonił nas nigdzie czas i mogliśmy powolną naszą jazdą dostrzegać rzeczy nie widoczne podczas pośpiechu.

© www.xaos.pl

Ostatni nocleg to była masakra. Kwidzyn. Miasto, w którym co prawda znaleźliśmy świetnie wyglądające i klimatyczne noclegi. Ale spędzenie nocy nad stajniami, we wszechobecnym zapachu koni, to nie było to czego oczekiwaliśmy. Za to spędziliśmy noc w czymś co nazywało się  „Tanie noclegi” i okazało się hmmm… delikatnie rzecz ujmując pokojami schadzek dla „potrzebujących intymnego schronienia”. Tym razem, skoro świt byliśmy już w drodze, starając się zapomnieć o tym miejscu.

© www.xaos.pl

Ostatniego dnia dotarliśmy wreszcie do celu naszej podróży – Ustki, w której już kompletnie oddaliśmy się relaksowi i przyjemnościom życia nad morzem.

© www.xaos.pl

Z tej spontanicznej podróży przywieźliśmy sporo zdjęć zarówno ze znanych miejscowości jaki z mniej znanych a nie mniej ciekawych jak np. Kłóbka, w której zwiedziliśmy piękny skansen z prawdziwym wiatrakiem i szkołą sprzed ponad 100 lat.

© www.xaos.pl

Odnaleźliśmy też darmowe, tajne wejścia na zamek w Malborku

© www.xaos.pl

Jednego razu,  próbując przeprawić się przez Wisłę, natrafiliśmy na… brak mostu.

© www.xaos.pl

Poznaliśmy klimat zarówno miast i wsi, które mijaliśmy naszym powolnym tempem.

© www.xaos.pl

© www.xaos.pl

© www.xaos.pl

Poznaliśmy pana i jego psa, obsługujących śluzę na jednym z dopływów Wisły.

Poznaliśmy klimat zarówno miast i wsi, które mijaliśmy naszym powolnym tempem.

Poznaliśmy klimat zarówno miast i wsi, które mijaliśmy naszym powolnym tempem.

Włamaliśmy się nawet na teren wieży krzyżackiej w Brodnicy, ale o tym ciiiii… Musieliśmy to zrobić, bo koniecznie chcieliśmy mieć stamtąd kilka zdjęć, a już wszystko było zamknięte.

Trafiliśmy na niesamowite zdarzenia jak np. budowa mostu na Wiśle w Toruniu, gdzie byliśmy świadkami stawiania ogromnych przęseł wiodących przez rzekę. Mijaliśmy wsie, tamy, rzeki, jeziora, pola, lasy… A na końcu czekała na nas nasza ulubiona knajpka z rybami w Ustce.

© www.xaos.pl

© www.xaos.pl

Jeśli chodzi o fotografowanie, to mieliśmy dwa aparaty. Założenie było takie, że każdy z nas w końcu nie będzie drugiemu zabierał sprzętu i będziemy mogli komfortowo fotografować co tylko zapragniemy. Praktyka tylko częściowo potwierdziła, że miał to sens. Po kilku dniach i tak nosiliśmy już tylko jeden aparat ze sobą – Olympusa OMD E-M5. Mimo, że według mnie nie dorównywał on w łatwości obsługi i szybkości Panasonikowi GH2, to jednak fotografowanie nim dawało nam o wiele większą radość. Ostatnie dni, GH2 spędził w torbie pod łóżkiem, zaś Olympus był z nami zawsze.

© www.xaos.pl

Zwłaszcza Tonację Dramatyczną, czyli jeden z programów w aparacie Olympusa, wykorzystywaliśmy bardzo często. Efekty z jego wykorzystaniem są czasami niesamowite.

Poznaliśmy klimat zarówno miast i wsi, które mijaliśmy naszym powolnym tempem.

Poznaliśmy klimat zarówno miast i wsi, które mijaliśmy naszym powolnym tempem.

Czasami mocno przesadzone, ale zawsze wyjątkowe 🙂

Poznaliśmy klimat zarówno miast i wsi, które mijaliśmy naszym powolnym tempem.

© www.xaos.pl

Klimaty jakie tego maja spotkaliśmy nad naszym morzem, z powodzeniem dorównywały tym, jakie można spotkać w bardzo egzotycznych miejscach na Ziemi.

© www.xaos.pl

Czy warto podróżować w ciemno i bez pośpiechu? THE HELL YEAH!

Zostaw Komentarz